zdjęcie: facebook, fanpage Daniel Kozdęba

Andrzej Talarek o pszczołach i Kozdębie

Mój Dziadek miał ule i pszczoły, mój Tata miał ule i pszczoły, i ja mam ule i pszczoły.
Tyle tylko, że o ile moi przodkowie mieli swoje własne ule i swoje własne pszczoły, ja jestem, jako mielczanin, (być może) tylko współwłaścicielem pszczół i uli. Tych na dachu Domu Kultury.

Jeden ze strażników naszej spółki, pszczelarz, gdy go zapytałem o pomysł lokowania pszczół na dachu, 15 metrów nad ziemią, w środku miasta, postukał się pod głowie i powiedział: czysta propaganda.
Pszczoła lata kilka metrów nad ziemią i efektywnie zbiera miód do 700 metrów od ula. Może do dwóch kilometrów, ale jej wydajność znacząco spada. Pszczoła potrzebuje jednorodnych upraw, łąk, a nie parków czy koszonych trawników. Nie mówiąc o kwiatach na balkonach. Na dodatek w mieście wszystko jest skażone.
Ale można. No, można. Tylko po co?

Władza lubi maskotki. Lubi się z nimi pokazać. Bardzo dobrze wychodzi się na zdjęciu z pandą, małym misiem, foczką. Pszczoły też są dobre. Bo budzą dobre emocje. Tyle że ani ich przytulić, ani zdjąć kapelusza z siatką, bo użądlą.
Ale pamiętamy słowa Einsteina, że jak zdechnie ostatnia pszczoła, to ludzkości pozostanie tylko cztery lata życia. No i popieramy pszczoły. Trochę z tym jest tak, jak ze wsparciem głodujących dzieci w Afryce. Na Murzynków damy 5 złotych, o pszczołach pomyślimy z uczuciem, a na wiosnę i tak opryskamy zieleń przeciw komarom, zabijając przy okazji pszczoły. A środkami ochrony rolniczych dochodów im poprawimy.

Facet mówiący, że pszczoły w Mielcu były 100 czy 200 lat temu oczywiście bzdurzy bez zastanowienia. One były w dużych ilościach wokół Mielca jeszcze 30 lat temu, są i teraz w okolicznych wioskach. I pewnie będą. Bo chyba przestały masowo umierać. Może genetyka (a fuj) może zapobieganie chorobom.

Wiem, że sprawa pszczół na dachu Samorządowego Centrum Kultury, szybko „przyschnie”. Na siłę może dotrwają do przyszłorocznych wyborów samorządowych, ale nie sadzę, by wiele głosów przyniosły z „pól i lasów” swoim medialnym opiekunom. Więc właściwie to nie powinienem marudzić. W końcu jakąś pożyteczną robotę spełnią, nawet jeśli to głównie robota propagandowa. Takie antidotum na Kronospan.
Tylko trochę mi ich szkoda, bo w te upały, gdy powietrze w cieniu ma mieć 38 stopni, na dachu będzie pewnie z 50. A wtedy już białko zaczyna się ścinać.
Może by jakiś daszek nad nimi, panowie radni? Jak się powiedziało „a”, to trzeba powiedzieć także „m”, a nawet „i”, „ó” oraz „d”.
Nic za darmo. Bo będzie fura śmiechu zamiast miodu.

No i tak gładko od pszczółek przeszliśmy do wyborów samorządowych, w których pszczoły będą mało istotnym elementem.
Dzisiaj o pszczołach i innych nieważnych sprawach jest w mediach wiele, a o prezydencie Kozdębie miasto i wszystkie media zdały się zupełnie zapomnieć, i nawet nikt publicznie mu zdrowia nie życzy, jak też nie raczy społeczności poinformować co się dzieje, mimo że powinien. Takie mamy mieleckie media, takich mamy mieleckich polityków. Czy mielczanie nie powinni być informowani o losie człowieka, na którego gremialnie głosowali? Mamy może demokrację, czy cokolwiek innego?
Zawsze miałem sympatię do pana Kozdęby, od kiedy był w powiecie radnym, a nawet wyrażałem publicznie uznanie dla jego wielkiej aktywności. Imponował mi w tej bardzo trudnej z wielu powodów – nie tylko zdrowotnych – prezydenturze, swoją wielką energią, nawet jak nie zgadzam się z niektórymi jego decyzjami.
Jakoś czuję dodatkowo więź z panem Danielem poprzez to, że leżeliśmy w tym samym czasie w mieleckim szpitalu, prawie 7 lat temu. Ja po ciężkiej chorobie, on po operacji. Nawet poszedłem do niego w odwiedziny, mimo że się wcale osobiście nie znaliśmy.

Życie jest okrutne w swoich wyborach. Ja, stary, nadal mam się dobrze, a pan Daniel nadal walczy z chorobą. Podziwiam Go za tę wielką wolę walki. I za to, że tyle zrobił – kiedyś dla powiatu, teraz dla Mielca. Nawet zdrowy człowiek w takich warunkach politycznych miałby chwile zwątpienia . A on szedł do przodu, mimo licznych przeciwności.

Dlatego tym bardziej z rosnącym zdziwieniem patrzę na to, co się dzieje wokół jego choroby. Podobno jest po operacji w Bydgoszczy, podobno teraz leży w Kielcach sparaliżowany. Nie wiem, czy to prawda. Tak mówią po cichu w Mielcu.

Ale mówią też, że wokół niego rozgrywa się paskudna gra o następstwo. Mówią, że celowo jest namawiany do nie składania rezygnacji, bo wielu byłoby to nie na rękę. Do wyborów rok, może byłby komisarz? Kto wie? A już w mieście mówią, że bliscy współpracownicy szykują się do skoku na stanowisko. I nie mówi się w tym kontekście o wiceprezydentach.

Może to wszystko, co napisałem, to bzdury. Może. Ale dlaczego drugi rok tak się mielczan robi w bambuko? Odpowie ktoś? A rowy zarastają i nie ma ich kto wykosić, oczyścić. I narasta ta dziwna atmosfera, a na popularnym portalu stare artykuły o prezydencie. Że świętuje swoje 39 urodziny (to sprzed dwóch lat), że przechodzi rekonwalescencję po zabiegu (to sprzed roku), że poszedł do szpitala (dwa miesiące temu), i na końcu, że zaprasza na piknik rodzinny (to sprzed tygodnia). Czy to jakieś jaja?
Ludzie, opanujcie się.
Szanujmy się nawzajem. Szanujmy człowieka, który już jest zasłużony dla Mielca.

Andrzej Talarek

One comment

  1. Ma pan sporo racji ale wole juz te pszczoly niz slynny park wodny w Slupsku czy lotnisko w Radomiu…. Przypomne, ze prezydent, burmistrz, wojt sa wykonawcami woli rady….. a spadek maja po poprzednikach np slupski park. Niestety w wiekszosci rad (a w Mielcu?) nie wszyscy radni sa przygotowani do pelnienia tak waznej roli stad „ciekawe” pomysly na wydanie kasy gminnej, miejskiej, powiatowej czy wojewodzkiej……

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *