serafin

„O Euro(p)osłach po młodemu”

Marcin SerafinZbliżają się wybory. Zapewne bardzo upragnione przez statystycznych zjadaczy chleba, bo przecież nawet i one są stworzone tylko dla ich dobra. Nie może być inaczej. I bzdury mówi ten, kto nie wierzy w uczciwość kandydujących. Musi być ślepy, nie widząc tego, jak ciężko pracu… HARUJĄ(!) dniami
i nocami. Taki cytat mi się przypomniał… myślę, że dość adekwatny:

„Czasem, aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęczają dla naszego kraju, europosłowie wszelakiej maści, naszego kraju, Polski. Ciągle pracują! Wszystkiego przypilnują i jeszcze inni, niektórzy, wtykają im szpilki. To nie ludzie – to wilki!”

Oczywiście nie śmiem podejrzewać Szanownych Euro(p)osłów o nic zdrożnego, ale zastanówmy się przez chwilę, dlaczego chcą opuszczać naszą piękną, zieloną krainę na rzecz przebrzydłej „europejskiej zgnilizny” – jak to zwykło się mawiać w niektórych kręgach. Jeśli nie wiadomo, dlaczego, to może dla… pieniędzy?! Sprawdźmy, czy warto.

Zgodnie z informacjami Parlamentu Europejskiego, zasadnicze wynagrodzenie deputowanego wynosi
6 200€, 306€ to wysokość diety za każdy dzień posiedzenia Parlamentu lub komisji PE czy frakcji partyjnej (średnio około 15 dni w miesiącu) oraz 4 000€ na tajemniczo brzmiące „wykonywanie mandatu”. Oprócz tego, 18 000€ miesięcznie na utrzymanie swoich pracowników (o kurczę, nawet gospodarkę pobudzają zmniejszając bezrobocie!). Ponadto, Europoseł dysponuje masą innych przywilejów, jak np.: liczne ulgi i zwolnienia, zwrot kosztów przejazdów, czy pokaźne świadczenia emerytalne. No, się należy.

Ostatnio zaskakuje mnie też ilość tych komitetów, które mówią o tym, że Unię Europejską trzeba zmieniać od środka, dlatego wysyłają tam swoich przedstawicieli. Zgrabnie ujęte, natomiast mało która partia mówi dalej o zrzeknięciu się diety, czy chociaż znaczącej jej części. Może zmienianie UE od środka jest tak bardzo wyczerpujące i rzeczywiście warte takich sum(ek)? Nie zapominajmy przy tym o ważnej kwestii: jednym z niewielu referendów ogólnokrajowych, które zostały przeprowadzone w III RP, najwyższą frekwencją cieszyło się to w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Sam fakt popularności jeszcze o niczym nie świadczy, natomiast wynik 77,45% odpowiedzi „tak” a 22,55% „nie” trochę bardziej. Teraz przynajmniej pięć zarejestrowanych komitetów na dziewięć, które pojawiają się w sondażach, chcą ją „zmieniać od środka”. Również po to, by żyło nam się lepiej.

Cóż, spodziewajmy się wzmożonej aktywności i obecności obecnych oraz kandydatów na europosłów. Czy to na bazarach, czy na wydarzeniach sportowych, kulturalnych, w ważnych ośrodkach etc.  Swoją drogą, do tej pory mam niezły ubaw, gdy przypomnę sobie kampanię
w wyborach uzupełniających do Senatu RP w jesieni zeszłego roku, gdy prominentny polski polityk, któremu bardzo spodobało się w Woli Chorzelowskiej, ubrany w garnitur przynajmniej od Armaniego, rozdawał ulotki zachęcające do głosowania na jego kolegę. I jak tu nie utożsamiać się
z przedstawicielem narodu? A jeśli nawet przyszli europosłowie osobiście się nie zjawią, to na słupach swoimi zapracowanymi twarzami będą przyćmiewać blask światła.

A to jeszcze nie wszystko, co czeka nas w 2014 roku. Pół roku po eurowyborach czas na samorząd…

Na koniec, taka typowo-polska dziennikarska relacja od niechcącego ujawnić swojej tożsamości europosła. Spójrzmy, w jakich warunkach przyszło mu żyć:

„Żyję biednie: jem ser z pleśnią, piję stare wino, mam samochód bez dachu i telefon bez klawiatury…”

Współczujemy. Obywatele.

Marcin Serafin
e-mielec24.pl

One comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *