deklaracja

26 stycznia 1934 roku podpisano polsko – niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy

Chroniczny kryzys, jaki panował w stosunkach polsko – niemieckich, groził po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. eskalacją. Wydawać się mogło, że przywódca nazistów będzie co najmniej kontynuować antypolską politykę poprzednich kanclerzy. Wydarzenia kolejnych tygodni początkowo zdawały się potwierdzać taką możliwość.

Jednak Hitler odstąpił od jawnie rewindykacyjnej polityki, bowiem konfrontacja z Polską nie była dla niego najpilniejszym zadaniem – miał inne, ważniejsze priorytety. Wiedział doskonale, że rodząca się III Rzesza nie jest absolutnie i jeszcze długo nie będzie w stanie skutecznie wyegzekwować swoich terytorialnych roszczeń wobec Polski, stąd musi się od nich powstrzymać na czas, potrzebny mu na ugruntowanie swojego reżimu, przeprowadzenie gigantycznych zbrojeń, odbudowę potężnej niemieckiej armii, wreszcie szeroko zakrojone przygotowania dyplomatyczne.

Równolegle paradoksalnie także i w Polsce przyjęto nominację Hitlera na niemieckiego kanclerza z pewnym odczuciem ulgi. Dość powszechnie zakładano, że będzie on dla Polski mniejszym zagrożeniem niż wyraziciele tradycyjnej linii polityki pruskiej. Było to wielkie złudzenie – Hitler nie był co prawda, Prusakiem, ani z urodzenia, ani z politycznej tradycji, jednak nie mógł trwale zrezygnować z Gdańska czy też z pretensji do ,,korytarza” choćby przez sam wzgląd na niemiecką opinię publiczną.

Piłsudski rozpoczął wdrażanie w życie polityki ,,równego dystansu” w momencie, gdy dojście do władzy NSDAP było już praktycznie przesądzone i pozostawało kwestią bliższego lub dłuższego czasu. Sondażowe rozmowy polsko – niemieckie rozpoczęły się już na wiosnę 1933 r. W imieniu Piłsudskiego i Becka prowadzili je osobiście polscy posłowie w Berlinie; najpierw Alfred Wysocki, a potem, od maja 1933 r., Józef Lipski. Wykazały one daleko posuniętą pojednawczość nowego kanclerza i jego gotowość do poprawy relacji z Polską, niemniej jednak pojawiły się w nich także wyraźne akcenty ostrzegawcze. Przyjaznym deklaracjom Hitlera towarzyszyły zresztą konkretne, bardzo wymierne posunięcia, mające potwierdzać jego dobre intencje; pod naciskiem Berlina doszło rychło do ukrócenia antypolskich ekscesów na terenie Wolnego Miasta Gdańska, a z prasy niemieckiej zniknął temat rewizji granic.

W tym klimacie, podpisano 26 stycznia 1934 r. w Berlinie polsko – niemiecki pakt o nieagresji, mający obowiązywać 10 lat, mniej więcej podobny do tego podpisanego wcześniej z ZSRR. Największa bodaj różnica tkwiła w zastosowanym nazewnictwie – ze względu na kategoryczny sprzeciw Berlina wobec użycia terminów: pakt, traktat względnie układ, nazwano go oficjalnie ,,Deklaracja o niestosowaniu przemocy w stosunkach obu państw”. Choć z formalno – prawnego punktu widzenia nie czyniło to większej różnicy, już samo to wskazywało, że Niemcy chcą jak najtańszym kosztem zapewnić sobie neutralność, bierność, a nawet przychylność i współpracę sanacyjnej Polski na pożądany czas.

Intencje Piłsudskiego i Becka w tym przedmiocie są całkowicie oczywiste. Układ ten był spełnieniem i niejako ukoronowaniem polityki zagranicznej Polski tj. szukania bezpieczeństwa na drodze dwustronnych porozumień z Moskwą i Berlinem, przy jednoczesnym dalszym rozluźnieniu stosunków z Paryżem i nie oglądaniu się na coraz to bardziej nieruchawą i bezradną Ligę Narodów.

W praktycznych skutkach, po dokładnym zważeniu wzajemnych korzyści i strat, pakt ten był jednak wielkim sukcesem Hitlera, zarówno w perspektywie doraźnej, jak i długofalowej. Przede wszystkim, pozwolił on hitlerowskim Niemcom w niemałym stopniu wyjść z izolacji międzynarodowej, po tym jak w październiku 1933 r. opuściły one z wielkim hukiem konferencję rozbrojeniową w Genewie, a wkrótce potem wystąpiły także z Ligi Narodów, motywując oficjalnie ten krok dyskryminacją wynikającą z postanowień Traktatu Wersalskiego. Stało się jasne, że formalne wypowiedzenie przez nie tego ostatniego jest kwestią niedługiego czasu, na co wskazywały widoczne już gołym okiem ich przygotowania do wielkich zbrojeń.

Polska zaś jako pierwsze państwo zawarła porozumienie z III Rzeszą po zbojkotowaniu przez tą konferencji genewskiej, robiąc Hitlerowi cenny prezent – układając się z nią bezpośrednio, mógł znowu ostentacyjnie demonstrować światu swoje pokojowe nastawienie i dobre intencje wobec sąsiadów. Sama nie zyskiwała praktycznie nic poza poczuciem złudnego bezpieczeństwa. Hitlerowskie Niemcy nie były i tak w stanie realnie zagrozić jej militarnie w najbliższych latach, kupiły więc sobie po prostu czas niezbędny im na zbrojenia.

 Tekst  Marek Leyko
e-mielec24